sobota, 15 listopada 2008

Opowiem Wam o Misiu


Pewnego chłodnego listopadowego dnia u moich drzwi pojawił się MIŚ. Miś był ogromny, biały i miał wielkie czerwone serce z napisem: Love you 4ever wyhaftowane na puchatej piersi. Jestem wprawdzie szorstka, ale bardzo wrażliwa, więc zabrałam misia do domu, zostawiłam go w kuchni na dole (był strasznie ciężki) i pobiegłam po Wojtka (mojego współlokatora), żeby misia wniósł na górę. Wojtek zszedł, zobaczył misia i powiedział natychmiast, że to stanowczo podejrzane, że ktoś się tak pięknego misia pozbył. I że miś ma wszy, albo kleszcza, albo karaluchy, albo AIDS. Chodzi i zaraża ludzi po mieście. Najpierw ich uwodzi, a potem jak koń trojański wpuszcza wroga do pokoju i do łóżka. A ja, co gorsza, zaczęłam się wtedy gorączkowo drapać. I Wojtek chwycił misia za ucho i wyniósł go (z wielkim bólem, bo też pokochał go od razu)za drzwi. I postawił za bramą tuż pod zdjęciem BB Kinga, które ktoś w międzyczasie na naszej bramie powiesił (tak, to tu normalne). Tylko 10 minut stał miś z BB Kingiem pod drzwiami. Potem ktoś ich obu porwał. Poszli zarażać dalej - skwitował Wojtek. A w ramach rekompensaty dał mi tego kolegę, którego widać na zdjęciu. Ładny, lubię go, ale nie ma w sobie tej uwodzicielskiej mocy, którą miał tamten dziwny miś - miś jak Edie Sedgwick, miś jak James Dean, miś jak Gia Carangi. Piękny miś ze skazą. Wydumaną skazą.

Komentarze (2):

20 listopada 2008 10:51 , Anonymous Anonimowy pisze...

Czyżby listopad byŁ miesiącem porzuconych miśków? Polskie pluszaki także borykają się z problemem bezdomności, czego przykŁadem jest tan waŁęsający się po warszawskiej pradze.... Podobnie jak ten twój, ten też byŁ bardzo mobilny i nie zagrzaŁ dŁugo miejsca. Śmiem sądzić, ze poszedŁ na bal z okazji odzyskania niepodlegŁości, których w tym dniu byŁo ci u nas dostatek....

 
20 listopada 2008 12:40 , Blogger Aleksandra pisze...

Trzeba był przygarnąć! No chyba, że parchaty!;))

 

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna