Tryumf psa
Moje intuicje (patrz: Psy w NY) były słuszne. Pies powraca w wielkim stylu. Jesienny sezon w kinie otwiera bohater, którego widzę tutaj niemal codziennie. Albo wychodzi właśnie od psiego fryzjera, albo wpada na drinka z panią do pobliskiego baru przy siódmej ulicy, albo zwyczajnie spaceruje, posikując tu i ówdzie. Towarzyszy mu grono przyjaciół - Arthur, pitbull, który co niedzielę jest w barze bluesowym 7A (jeśli pada deszcz, to występuje w żółtej pelerynie, którą jego pan zdejmuje mu, kiedy przestaje padać), a także Samuel - pies prokuratora, mający na sobie wdzięczny, wydziergany przez włascicielkę sweter w renifery ( prawie jak Mark Darcy...). I kiedy to widzę, to myślę, że to nawet lepsze niż jeden z moich najulubieńszych bohaterów literackich: kot Behemot Bułhakowa. Stopień absurdu jest porównywalny, poziom przedziwnej sympatii także, ale tutaj, w NYC, to dzieje się naprawdę. Pies jest wszechobecny, pies jest - odważę się napisać - najbardziej nowojorskim Nowojorczykiem.

Komentarze (1):
Olu, gdzie jesteś?
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna