piątek, 12 września 2008

Akcenty polskie






Jedne bardziej ewidentne, a inne mniej. Zwłaszcza obrazek z obrazkami jest pokrętny, tym bardziej, iż zrobiony w sklepie Tommy'ego Hilfigera na SoHo, ale nie będę ogłaszać konkursu ze stuzłotową wygraną, dla tego, kto znajdzie polskie literki. Wolę konia z rzędem na ewentualną nagrodę zainwestować w gifciki z Hameryki. Ale ad rem: oczywiście jest Greenpoint, o którym wszyscy wiedzą. Są też, rzecz jasna, inne dzielnice z orzełkiem. Nową mekką Polaków jest na przykład Ridgewood na dalszym Brooklynie (ten, kto kiedykolwiek przeglądał oferty mieszkaniowe na bazarynka.com, wie, o co chodzi). Zdecydowanie najłatwiej i najtaniej jest znaleźć tam pokój dysponując jedną, skądinąd niezasłużoną, lecz wrodzoną cechą - polskością. Ostatnio ksiądz Mikołaj, z którym weszłam w relację najmu, poinformował mnie, że upgradowana skądinąd dzielnica East Village na dolnym Manhattanie kiedyś była w dużej części polska. Teraz Manhattan jest niestety zbyt drogi, a ceny nieruchomości szaleją bardziej niż gdziekolwiek indziej, więc większość Polaków wyniosła się do tańszych miejsc, ale nadal można tu i ówdzie wyśledzić biało-czerwone akcenty - a to restauracja Grażyna, a to sklep Baczyński, a to Bar Polonia z bortschem i kelbasa, nie wspominając już o samym Kościele św. Stanisława, który widać z daleka z uwagi na słusznych rozmiarów popiersie Papieża u wrót. Tam właśnie się przenoszę, to znaczy, z przyczyn oczywistych nie do kościoła, tylko w jego bliską okolicę. I myślę po cichu, że to będzie to.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna