wtorek, 28 października 2008

Smierciarka out of space

piątek, 24 października 2008

Dokąd to wszystko prowadzi?







Wszystkie te jamy, nory, tylne wejścia, służbowe przejścia, piwnice z zafoliowanym ciastem na pizze i pasteryzowanym mlekiem, ukryte chodniczki i deptaczki, omszałe, podziemne sklepy cynamonowe i rozległe składy z bronią masowej konsumpcji absolutnie mnie fascynują. Niestety, do żadnego z nich nie zostałam jeszcze wpuszczona.

czwartek, 23 października 2008

Tribute to the hero








Tak, właśnie on, on i nikt inny, jest głównym bohaterem na Times Square. I uwaga: on patrzy, patrzy na każdego i wszystko wie.

poniedziałek, 20 października 2008

Gdyby ktoś potrzebowal,


to Pan się poleca na przyszłość.

piątek, 17 października 2008

Czy dobrze sie tu bawie?











Tak, generalnie tak. Zwłaszcza, jak inni też dobrze się bawią;)

sobota, 11 października 2008

Greenwich









Tak, to też Nowy Jork. Właśnie tam, gdzie najbardziej spodziewałam się zgiełku i szmumu, zastała mnie mieniąca się jesień, absolutny luz i wolno płynący czas. Greenwich wydaje się być buforem bezpieczeństwa w tym szalonym mieście, a jednocześnie potwierdza fakt, iż w Nowym Jorku można znaleźc (prawie) wszystko, nawet to najbardziej porządane i najtrudniej osiągalne dobro, jakim jest święty spokój.

niedziela, 5 października 2008

Tryumf psa


Moje intuicje (patrz: Psy w NY) były słuszne. Pies powraca w wielkim stylu. Jesienny sezon w kinie otwiera bohater, którego widzę tutaj niemal codziennie. Albo wychodzi właśnie od psiego fryzjera, albo wpada na drinka z panią do pobliskiego baru przy siódmej ulicy, albo zwyczajnie spaceruje, posikując tu i ówdzie. Towarzyszy mu grono przyjaciół - Arthur, pitbull, który co niedzielę jest w barze bluesowym 7A (jeśli pada deszcz, to występuje w żółtej pelerynie, którą jego pan zdejmuje mu, kiedy przestaje padać), a także Samuel - pies prokuratora, mający na sobie wdzięczny, wydziergany przez włascicielkę sweter w renifery ( prawie jak Mark Darcy...). I kiedy to widzę, to myślę, że to nawet lepsze niż jeden z moich najulubieńszych bohaterów literackich: kot Behemot Bułhakowa. Stopień absurdu jest porównywalny, poziom przedziwnej sympatii także, ale tutaj, w NYC, to dzieje się naprawdę. Pies jest wszechobecny, pies jest - odważę się napisać - najbardziej nowojorskim Nowojorczykiem.

środa, 1 października 2008

V.I.P.


Sylwii, mojej serdecznej przyjaciółce, jednej z najbliższych mi osób, z okazji urodzin naprawdę szczerze chcę życzyć, żeby zawsze była osobą tak pełną niewymuszonego wdzięku, klasy i kobiecości, jaką jest teraz. Bo jeśli taka zostanie (o czym jestem głęboko przekonana), to o całą resztę po prostu się nie martwię.
Pijemy Twoje zdrowie, kochana!